4 lut 2013

Czyżby koniec?

Tak sobie ostatnio dużo myślałam, co do tematu tego bloga. Czuję, że nudzę. Po prostu. Nikt nie czyta tych opowiadań, więc nie będę się wysilać by je pisać. :) Mam co prawda pomysły na inne rozdziały, aczkolwiek zostawię to wszystko dla siebie. :) Kolejne rozdziały powstaną, ale tylko ja będę miała do nich dostęp, także nie będę ich tu publikować. Uważam, że przeniosę się z bloga dope.blog.pl, tutaj. Jeszcze nie teraz, ale kiedyś w przyszłości, ponieważ tam mam bardzo dużo wpisów i odwiedzin, więc szkoda by był to wszystko niszczyć. Na razie nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić was (choć jest was niewielu) na bloga:
dope.blog.pl
Od czasu, do czasu tu wpadnę dodać jakieś zdjęcia Daniela. ♥
Pozdrawiam! Patrycja. :)


3 lut 2013

7. Cudowny wieczór


- Amanda, Amanda! – wpadłam do domu.
- Opowiadaj jak tam odbiór twojego Danielcia ze szpitala – zaczęła się wyśmiewać.
- Oh, przestań. – Powiedziałam. Stchórzyłam. Nie poszłam do szpitala. Josh jest pewnie na mnie zły, no, ale..
- Oszalałaś! Miałaś okazję go poznać i to zaprzepaściłaś! – Wtrąciła
- Jejcia uspokój się i daj mi skończyć! I tak się z nim widziałam.
- Co? Ale jak to? – spytała baaardzo zdziwiona.
- No,  to było dość dziwne… - i opowiedziałam jej całą historię.
Nie powiem był zdziwiona, ale też podekscytowana. Nie dziwię się. Jak to opowiadałam chciałam płakać ze szczęścia. Zakochałam się i to tak naprawdę. Dzisiaj pierwsze spotkanie. Mam nadzieję, że się bardziej poznamy, polubimy…
Kilka godzin później byłyśmy gotowe do wyjścia. Ubrałam się w najładniejsze ciuchy jakie miałam. Restauracja wujka Josha wyglądała na elegancką więc postanowiłam ubrać sukienkę, bo po prostu wypadało.  >zdjęcie<  Amanda też się postarała, choć jej raczej na tym spotkaniu nie zależało. Po prostu chciała żeby mi towarzyszyła, bo Josh pewnie też tam będzie.  Może się polubią.
Poszłyśmy na przystanek. Po niedługiej podróży po mieście dojechałyśmy na miejsce. Otwarłam drzwi restauracji z nadzieją, że Daniel zajął już jakieś miejsce. Ku mojemu zaskoczeniu zajął, ale siedział sam. Amanda stwierdziła, że nie będzie mogła tam być ze mną. Dała taki argument, który do mnie raczej nie trafiał. „Może wyjdzie z tego naprawdę świetna randka”, powtarzała mi ciągle w pośpiechu. Dla mnie to raczej zwykłe spotkanie, nawet nie można powiedzieć, że przyjacielskie bo się w ogóle nie znamy. Nie mogłam jej namówić. Poszła sobie, zostawiła mnie. Zaczęłam się denerwować, a każda sekunda stawała się coraz dłuższa. Stałam i patrzyłam w dal, na Daniela. Zebrałam się w sobie i poszłam do niego do stolika. Przywitaliśmy się przytuleniem.
~ Najwyraźniej on wita się tak z wszystkimi. – pomyślałam.
Odstawił krzesło, na którym miałam usiąść, gestem pokazał, że to moje miejsce, po czym przysunął mnie do stolika. Zdziwiły mnie jego dobre maniery. Kiedy poszedł po Menu do kelnera, rozglądałam się po restauracji. Nieduża sala, z okrągłymi stolikami, na każdym wazon z różą.  Niezwykle cudowny nastrój, w tle romantyczna muzyka. A może to ja byłam tak zauroczona i wszystko wydawało mi się takie powolne, romantyczne? Wrócił. Rozmawialiśmy dobre 2 godziny jedząc łososia z rusztu i pijąc wino (mogliśmy sobie pozwolić na ten trunek dzięki znajomościom Dana u wuja Josha). Czas mijał nieubłagalnie szybko. Musiałam niestety pożegnać się z nim, by zdążyć na autobus. Przystanek był kilka kroków od restauracji, a do odjazdu mojego ostatniego środku transportu do hotelu, zostało 5 minut. Pożegnaliśmy się i wyszłam. Sama. Poszłam na przystanek, rozglądając się po ulicy. Miałam totalny mętlik w głowie. Zakochałam się, naprawdę się zakochałam. Po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję na przystanku na darmo. Tak długo się żegnaliśmy, że nie zdążyłam na czas. Oczywiście na moje nieszczęście zaczął padać deszcz. Przemokłam do suchej nitki. Postanowiłam wrócić do restauracji z nadzieją, że Daniel tam jeszcze będzie. Chyba zauważył mnie wcześniej bo kiedy kroczyłam ku drzwiom wejściowym lokalu, ten zaskoczył mnie i szedł już w moją stronę.
- Trzymaj, bo będzie ci zimno. – Ściągnął swoją kurtkę i założył ją na mnie. Była mi za duża, ale to się nie liczyło. Czułam jego zapach, dotykałam materiału każdym palcem.
- I co teraz? Będę musiała wrócić pieszo do domu. Mogę pożyczyć od ciebie tą kurtkę? – Spytałam. Nie martwiłam się, że będzie mu zimno, bo miał jeszcze na sobie bluzę, a przecież on nie był cały mokry.
- Przestań. Nie pozwolę ci iść samej do domu. Odprowadzę Cię. – powiedział z pewną czułością w głosie.
Przestało padać. Spacerowaliśmy uliczkami Londyńskimi  kierując się w stronę hotelu, który był jeszcze bardzo daleko. Minęła chyba godzina kolejnych rozmów. Nagle nastała niekomfortowa cisza. Jakbyśmy się czegoś bali. Daniel skierował swoją rękę ku mojej. Najpierw dotknęły się nasze nadgarstki. Potem objął swoją dłonią, moją dłoń. Poczułam ciepły dotyk, jego puls. Serce zabiło mi szybciej. Spojrzałam mu w oczy, a on mi. Uśmiechnęliśmy się, nie protestowałam. Czułam się tak, jak dzień wcześniej. Czułam, że jestem najbezpieczniejszą dziewczyną na świecie.  Teraz cisza, która początkowo była straszna, zamieniła się w błogą chwilę. Szliśmy tak bez słowa do samego końca. Było idealnie, żadnej niezręczności.
- Dziękuję – Wyszeptał mi do ucha i pocałował w czółko jak młodszą siostrę. Pocałunek trwał długo, a że Dan jest wyższy ode mnie, musiało to pięknie wyglądać.
Uśmiechnęłam się ponownie, odwróciłam się i weszłam do hotelu. Usiadłam na najbliżej kanapie stojącej w holu i rozpływałam się. W myślach miałam cały czas ciepłe usta Daniela, jego piękne niebieskie oczy i zapach bluzy. Właśnie! Bluza. Przecież cały czas mam ją na sobie!


31 sty 2013

Potteromania

Moja Potteromania sięga zenitu. Zrobiłabym na prawdę wiele żeby spotkać się z wszystkimi aktorami, dostać autograf na każdej książce, porozmawiać z Panią Rowling i dotykać rzeczy w Warner Bros Studio Tour London. Marzenia. ♥ Może kiedyś się spełnią. ;) Polecam zdjęcia na tym blogu, ogólnie polecam bardz gorąco tego bloga dla wszystkich Potteromaniaków:

KLIKNIJ TUTAJ
+ Będzie mi miło jak polubisz to zdjęcie! :) Zajmie ci to kilka sekund.
ZDJĘCIE


24 sty 2013

6. Dziwne spotkanie.


Weszłam do pokoju a siostra idąc w moją stronę, zaczęła krzyczeć i mnie wyzywać.
- CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! MIAŁAŚ POCHODZIĆ JESZCZE CHWILE, A CIEBIE NIE MA JUŻ PRAWIE 2 GODZINY! NAWET NIE WIESZ JAK SIĘ O CIEBIE MARTWIŁAM! CHCIAŁAM ZACZĄĆ CIĘ SZUKAĆ PO SZPITALACH ! MYŚLAŁAM, ŻE JESTEŚ JUŻ NA TYLE  DUŻA, ŻEBY DOTRZYMYWAĆ DANEGO SŁOWA! – Wrzeszczała wściekła i spanikowana Amanda.
- Ciiii, spokojnie. Już jestem, prawda? Z resztą, to chyba najpiękniejszy dzień mojego życia.. – I padłam z chmarą myśli na fotel. Moja siostra najwyraźniej to zauważyła.
- A co ty taka rozmarzona? Co jest?
- Przecież ty mi w to nie uwierzysz – powiedziałam z udawanym przejęciem.
- No dalej, mów! – Ciągnęła temat zaciekawiona siostra.
- Spotkałam… Daniela Radcliffa – Powiedziałam z niedowierzaniem…
- Co? Jak to? Gdzie?
- Uspokój się. To nie takie piękne jak się wydaje.
W tym momencie opowiedziałam jej całą historię. Naśmiałyśmy się ze mnie nie możliwie.
- Do tego, umówiłam się z tym jego przyjacielem o 9.00 przed szpitalem. – Dopowiedziałam.
- Życzę ci powodzenia w takim razie na jutro! A teraz idziemy spać, bo zrobiła się już 1.00.  Jak będziesz wychodzić zamknij pokój, bo ja nie zamierzam jutro wstawać do 11. – Powiedziała ziewając Amanda.
Poszłyśmy spać. Nie mogłam zasnąć oczywiście. Jeszcze przez długi czas myślałam o tym co się wydarzyło. To na pewno był mój szczęśliwy dzień. Czyli Dan jest w Londynie. Mogę go poznać, mam szansę! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Wstyd mi się czasem przyznać, ale mam takie wizję, że chodzę z nim za rękę, że jest tylko mój, że się całujemy….
Kiedy usnęłam, noc wydała mi się taka krótka. Musiałam w końcu wstać po 6 godzinach. O 7.30 zadzwonił budzik. Myślałam bardzo długo w co się ubrać. Chciałam ładnie wyglądać , jakoś się zaprezentować.  Po 40 minutach byłam gotowa >zdjęcie<. Po 8 wyszłam z hotelu, poszłam od razu na przystanek autobusowy. Czekałam na pierwszy autobus. Po 5 minutach przyjechał i wyruszyłam pod szpital. Cholernie się bałam. Że Daniel będzie na mnie zły, że w ogóle nie będzie chciał na mnie patrzeć, bo przecież przeze mnie tam teraz leży. ..
Autobus zatrzymał się przed szpitalem o 8.45. Josha jeszcze nie było. Możecie pomyśleć, że jestem najgłupszą dziewczyną na świecie, ale… Stchórzyłam! Tak po prostu. Poszłam przecznicę dalej do pierwszego, lepszego sklepu, żeby Josh mnie nie widział. Skoro już tam byłam, pomyślałam, że zrobię jakieś zakupy. Chodziłam po sklepie, myślałam, zastanawiałam się nad tym co zrobiłam. W koszyku miałam już 4 bułki, masło, szynkę. Poszłam do kasy, chciałam jak najszybciej iść do hotelu i wypłakać się Amandzie na ramieniu. Przy kasie zauważyłam starszą panią z ogromnymi siatkami. Stwierdziłam, że i tak teraz powinnam być z Danielem, więc zaproponowałam jej pomoc:
- Może Pani pomogę z tymi zakupami?
- Nie trzeba, dziękuję, poradzę sobie – odpowiedziała
- Nalegam, naprawdę. Nie powinna Pani tak dźwigać. – Grzecznie naciskałam.
- No dobrze już dobrze, to weź tą siatkę. – zgodziła się
Zapłaciłam za moje zakupy i poszłyśmy.
Jej. Nie wiem co ta kobieta kupiła, ale ważyło to tak dużo, jakby tam nosiła cegły. Była to bardzo miła pani. Opowiadała wiele o swoim siostrzeńcu. Że jest utalentowany i że to wspaniały dzieciak. Pół godziny później doszłyśmy do jej domu. Miły, skromny, przytulny domek. Otwarła drzwi i weszłyśmy do środka.
- Może wypijesz herbatkę? – zaproponowała.
- Tak, bardzo chętnie.
Rozgościłam się na dobre. Usiadłam na skórzanej, starej sofie i wpatrywałam się w obrazy, które wisiały w pokoju.
- Ciociu kupiłaś mi maszynkę do golenia o którą cię prosiłem? – Zawołał z ubikacji całkiem znajomy głos.
Po chwili z łazienki, cały mokry, w samym szlafroku wyszedł chłopak.
- Daniel? Daniel Radcliffe? – Krzyknęłam.
Nigdy nie widziałam bardziej zmieszanego człowieka. Uskoczył na bok jak sarna i schował się za filarem oddzielającym salon od kuchni.
- Tak, a bo co? – Spytał
- Chyba byśmy musieli pogadać – stwierdziłam.
- A czy mamy o czym? Nawet nie wiem kim jesteś… - był bardzo zmieszany.
- A tak. Przepraszam. Jestem Laura. Miło mi. Ttto… to ja uderzyłam cię drzwiami. Najmocniej przepraszam, wy..wybacz. – wyrecytowałam przestraszona jak jakiś wiersz.
- Aaaaaaaa to ty! – Wyszedł rozbawiony zza filaru, ale gdy zorientował się, że jest po kąpaniu od razu się cofnął na swoje miejsce. – Nic takiego złego się nie stało, spoko. Nic mi nie jest, heh.
- Ja naprawdę nie chciałam, strasznie mi głupio.
- Nie martw się, jeszcze mi to jakoś wynagrodzisz. – stwierdził z satysfakcją.
- Mam nadzieję, że będzie okazja – odpowiedziałam zadowolona.
Potem już było tylko coraz lepiej. Z kuchni przyszła jego ciotka z 3 kubkami gorącej herbaty. Najwyraźniej dobrze wie, co lubi jej siostrzeniec. (hahah)Daniel, już ubrany zasiadł z nami przy stole.
~Czy ja jestem w niebie? – pomyślałam.
Nie dość, że siedzieliśmy przy jednym stole, to jeszcze rozmawialiśmy i śmialiśmy się razem.
- To ja już pójdę, siostra będzie się martwić. – Powiedziałam
- Odwiozę cię! – Wstał przejęty Dan.
- Czy mi się wydaje, czy ty masz dopiero 17 lat? – spytałam ze śmiechem na ustach.
- Mam motor, tym mi wolno jeździć. – Speszył się.
- W takim razie, chyba muszę ci zaufać.
Zeszliśmy na dół. Dan wsiadł na pojazd i pokazał gestem, że mam usiąść za nim i złapać go za plecy. Tak też zrobiłam. Ruszyliśmy. Nigdy nie czułam się tak bezpiecznie. Oparłam głowę o jego plecy, wyciągnęłam rękę w dal i miałam aż ochotę krzyczeć ze szczęścia. Jakby zatrzymał się czas. Całe szczęście Daniel w powiewie wiatru nie czuł mojej głowy na jego plecach. Pomyślałby sobie, że jestem wariatką. Dojechaliśmy na miejsce.
- Dziękuję. – Powiedziałam.
- Nie ma sprawy, do zobaczenia.
Miałam już wchodzić do hotelu, kiedy nasunęło mi się pytanie…
- Hej Dan!
- Tak?
- Czemu właściwie chciałeś mnie podwieźć? – Spytałam z podejrzeniem.
- Pomogłaś mojej cioci, jestem ci wdzięczny. Ona mogła ci to wynagrodzić jedynie herbatą, ponieważ ma już 75 lat, więc ja cię podwiozłem. Kultura. Nic więcej.
- Okej, o to mi chodziło. Dzięki jeszcze raz.
- A może… spotkamy się dziś w tej restauracji, w której wczoraj spotkałaś Josha no i mnie… - Spytał śmiejąc się przy ostatnich słowach.
- Pewnie! O której ci pasuje?
- Może, 18.00 ?
- Okej, będę! Zabiorę siostrę! – Odpowiedziałam uradowana.
- Do zobaczenia – pożegnał się ze mną.
O MÓJ BOŻE. DANIEL RADCLIFFE ZAPROSIŁ MNIE DO RESTAURACJI. Muszę się przygotować na to spotkanie psychicznie, ale najpierw opowiem o wszystkim Amandzie. 


21 sty 2013


5. Może marzenia na prawdę się spełniają?


~ To pewnie przyjaciel Josha na którego czekał – pomyślałam.
- O mój boże, Dan nic ci nie jest?! – Spytał przerażony Josh
-Ee, że kto? Dan? – Spytałam szeptem sama siebie.
Wyszłam na zewnątrz, żeby sprawdzić stan chłopaka, którego walnęłam. Nie wierzyłam własnym oczom, uszom, no w nic nie wierzyłam! To był Daniel Radcliffe! Kurde! Uderzyłam mojego idola! Zamarłam. Nie wiem czemu, ale kompletnie zapomniałam o tym, że on leży nieprzytomny. Myślałam tylko i nic więcej. Napłynęły mi łzy do oczu. Właśnie spełniło się moje marzenie, spotkałam Dana.
- Kobieto ogarnij się i pomóż mi go wpakować do samochodu, trzeba jechać do szpitala! – Wrzeszczał na mnie wściekły Josh. – Przypominam ci, że to ty go uderzyłaś i że przez ciebie tu leży!
- Jasne, przepraszam. Już.. już idę – Powiedziałam w amoku.
Po 5 minutach siedzieliśmy w samochodzie. Daniela rozłożyliśmy z tyłu samochodu. Josh siedział za kierownicą.
- Masz w ogóle prawko? – Zapytałam, kiedy wyjechaliśmy z zakrętu.
- Coś ty. Niedługo kończę 17 lat. To samochód wuja,  ten klub w którym byłem jest jego. – Uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
- Aha…czyli mam rozumieć, że jesteś świetnym kierowcą? – Spytałam ironicznym głosem.
- Przecież każdy facet ma w sobie instynkt kierowcy. – Zaśmiał się.
- Jasnee… chociaż ja to bym się nie zdziwiła jak byśmy zaraz zaczęli latać tym samochodem.
- yyyy, myślisz że jestem aż taki zły w prowadzeniu? – Spytał z oburzeniem.
- To też, ale przypominam ci, że wieziemy czarodzieja na tylnym siedzeniu.  W każdej chwili możemy zacząć latać.
- HAHAHAHAHAHHAAHHAHA –zaczęliśmy się śmiać.
Resztę drogi do szpitala nikt się nie odzywał. Patrzyłam przez szybę obserwując ludzi w domach. Tak bardzo chciałam wtedy być w hotelu..
Dojechaliśmy na miejsce.  Szybko donieśliśmy Daniela na izbę przyjęć. Lekarz od razu się nim zajął. Czekaliśmy z Joshem na poczekalni z 30 minut. Wtedy wyszedł do nasz lekarz i powiedział:
- Wszystko w porządku. Lekkie otumanienie. A jak w ogóle doszło do utraty przytomności?
- Eeeeeem… - zaczęłam się jąkać.
- Koleżanka przez przypadek uderzyła go drzwiami. – Powiedział za mnie Josh.
Łooo nie wierzyłam. Nie dosyć, że nazwał mnie koleżanką,  to jeszcze powiedział że przez przypadek uderzyłam Dana. Cud. Josh raczej należy do nie miłych ludzi.
Lekarz był zmieszany, chyba nie wiedział co powiedzieć, ale po chwili namysłu oznajmił nam:
- Czasami tak rodzą się nowe przyjaźnie! – Śmiał się. – A teraz tak szczerze. Jutro rano go wypiszemy, jak tylko się obudzi. Możecie już iść, dobranoc!
I zaczął odchodzić…
- Panie doktorze! – Zawołałam.
- Tak?
- Czy… czy ja mogłabym do niego wejść?
- Noo, nie wiem.. nie powinienem ci pozw..
- 2 minuty! – Wtrąciłam
- No dobra, dobra. Ale za 2 minuty cię tu nie ma.
Byłam mu bardzo wdzięczna, że nie stawiał już dłużej oporu, bo Josh patrzył na mnie z pogardą. Pewnie sobie myślał, co obca dziewczyna może chcieć od jego przyjaciela. Gdy weszłam do sali i ujrzałam śpiącego Daniela, chciało mi się płakać. Pierwszy dzień w Angli. Cudowny koncert za mną, największe marzenie – spełnione. Miałam motyle w brzuchu i jakiś kompletny burdel w głowie. Złapałam go za rękę i szepnęłam mu do ucha:
- Jeszcze się poznamy…
Popatrzyłam na niego jeszcze przez chwilę i wyszłam. Wsiadłam z Joshem do samochodu i poprosiłam, żeby mnie odwiózł do hotelu. Było mi głupio go fatygować, ale nie miałam żadnych pieniędzy, a za cholerę nie wiedziałam gdzie jest mój hotel. Po 20 minutach byliśmy na miejscu.
- Dzięki za transport – powiedziałam. – Chciałabym jutro zobaczyć się z Danielem i go poznać. Może spotkamy się przed szpitalem i pójdziemy razem po niego?
- A co? Pewnie jesteś kolejną napaloną fanką? – Śmiał się
- Jak możesz tak mówić? Chciałabym mu po prostu wszystko wyjaśnić i przeprosić. – W połowie skłamałam.
Co prawda chciałam go przeprosić, ale o całej sytuacji mógłby mu powiedzieć Josh. Po części to by było spotkanie raczej fanki z jej idolem, ale z drugiej strony… Dan na żywo był jeszcze ładniejszy niż w necie. Spodobał mi się. Zależało mi na tym spotkaniu.
- Dobra, o 9.00 pod szpitalem. Tylko się nie spóźnij! – Powiedział Josh wsiadając do auta.
On też miał w sobie jakąś tajemnicę, która mnie ciekawiła. Mam ochotę poznać go bliżej. Ale to na Danielu zależy mi najbardziej.
Weszłam do pokoju a siostra idąc w moją stronę, zaczęła krzyczeć i mnie wyzywać. 


19 sty 2013

Ty: Dan, może zostaniesz dzisiaj na noc?
Daniel:

4. Dziki początek.

Dobiliśmy już do 100 wyświetleń. Myślę, że kolejna część nie zaszkodzi. :)


Kiedy wtedy wysiadałyśmy na lotnisku w Londynie, poczułam, że naprawdę zaczynają się cudowne wakacje.
- Okej, trzeba złapać jakąś taksówkę. – Stwierdziła Amanda
Nie przeczyłam. Londyn. Wielkie miasto, tak łatwo się w nim zgubić. Lepiej po prostu bezpiecznie dojechać taksówką i trochę zabulić. Wsiadłyśmy do pierwszej, lepszej.
- Eden Plaza, Queens Gate, South Kensington! – Wypowiedziałam jak zaczarowana, patrząc w dal, na Londyn.
- Jeśli możemy prosić, rzecz jasna. – Miło, aż nienaturalnie dodała Amanda.
Zmierzając ku naszemu 3-gwiazdkowemu hotelowi , patrzyłam na te piękne ulice. Niby normalne, ale polskie kamienice tak nie cieszą, jak te tutaj. Ludzie żyjący w ciągłym biegu tylko dodawali mi energii i jeszcze bardziej podniecali. Ciężko opisać jakie uczucie mi towarzyszyło. Byłam tak podekscytowana, że miałam ochotę krzyczeć na głos z radości. Amanda to chyba zauważyła, bo tylko na mnie spojrzała i się uśmiechnęła. 
Dojechaliśmy na miejsce. Hotel z wyglądu robił dobre wrażenie.  Obsługa tak samo miła. Zabrałyśmy klucz i popędziłyśmy na górę do pokoju. Pokój składał się razem z 3 pomieszczeń, oddzielonymi małym korytarzykiem. Po lewej stronie była łazienka, na wprost pokój Amandy, na prawo mój. Pokoje zbytnio się od siebie nie różniły. Oby dwa miały telewizor, czajniczek, 2 osobowe łóżko i fotel. Wszystko w stylu typowo starodawnym, co mnie urzekło. Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
Najwyraźniej długo spałam, bo kiedy się obudziłam była już 16:15. Amanda chyba nie spała, bo jej łóżko było idealnie zaścielone, a w rogu pokoju stała pusta, rozpakowana walizka. Postanowiłam, że zabiorę się za swoje ciuchy. Po kolei zaczęłam wszystko wyciągać, kiedy do pokoju weszła moja siostra.
- O, obudziłaś się.
- Tak, przed chwilą. A ty nie spałaś? W ogóle gdzie ty byłaś?! – Spytałam z lekkim oburzeniem, bo zdałam sobie sprawę, że mogła zwiedzać Londyn beze mnie.
- Spokojnie. Nie chciało mi się spać. Postanowiłam, że zrobię ci niespodziankę i poszłam załatwić bilet na koncert, bo słyszałam, że dzisiaj grają…. A w sumie skoro jesteś na mnie zła, to pewnie nie będziesz chciała ze mną iść…
- GADAJ NO! NO MÓW NA CZYJ KONCERT?! – Krzyczałam jak głupia i rzucałam się na siostrę, żeby zdobyć jakoś bilet.
- No już uspokój się, bo mnie zaraz połamiesz i w ogóle nie pójdziemy.
- HAHAHHAAHHAHAHHA – wybuchnęłyśmy razem śmiechem.
- A więc… - zaczęła Amanda. Pójdziemy dziś wieczorem, do tutejszego parku na koncert Muse. Zaczyna się o 19. Mam nadzieję, że się cieszysz.
- Jasne, że tak! Fajnie zacząć pobyt tutaj, od koncertu.
Szczerze mówiąc, nie jestem jakąś wielką fanką Muse, z tego co wiem to Amanda też nie. Ale znam mniej więcej tych artystów co są w składzie zespołu i czasami słucham ich piosenek. Będzie fajnie, jestem tego pewna.
~Może poznamy jakiś Londyńskich chłopaków? – pomyślałam.
Zaczęłyśmy się szykować. Pomyślałam sobie, że pewnie Amanda ubierze się w swoją najładniejszą sukienkę. Ja postawiłam na klasyk. W końcu to koncert. Modnie, a wygodnie. Białe trampki, jasne jeansy i luźna błękitna koszula. Do tego jakieś tam naszyjniki. Było ciepło więc nic innego nie ubierałam. Kiedy byłam gotowa do wyjścia zapukałam do pokoju siostry. Była już gotowa. Jak ją zobaczyłam, aż się zdziwiłam. Nie założyła sukienki!  Czarne getry, koszula w kratę i czerwone martensy. Brawa dla niej.
Wyszłyśmy z hotelu. Park był w pobliżu, więc postanowiłyśmy iść pieszo. Jej, Londyn rzeczywiście jest piękny.  I to nie tylko na zdjęciach. Mogłabym tam chodzić i chodzić, i chodzić.. no, ale niestety po 15 minutach już byłyśmy na miejscu. Jak to koncert w parku, wszyscy się usadowili na ogromnej polanie. Pomyślałam sobie od razu o Woodstocku. Wepchnęłyśmy się pod samą scenę. Po chwili na scenę wszedł zespół. Było tak głośno, że chyba mama to w Poznaniu słyszała. Heh. Zobaczyłam, że jest inny gitarzysta. Bardzo przystojny, nie powiem, że nie. No i bardzo młody. Na moje oko mógł mieć z 17, 18 lat. Zastanawiało mnie, czemu akurat on gra na gitarze, przecież w zespole był kto inny. Po pierwszej piosence wszystko się wyjaśniło. Prawdziwy gitarzysta zachorował, a ten jest tylko na zastępstwo. Miał na imię Josh. 
- Pójdę załatwić coś do picia – powiedziałam do Amandy
Poszłam się rozejrzeć po budkach z jedzeniem i piciem. W końcu kupiłam dwa kubki Pepsi i wróciłam do  siostry. Nawet się nie obejrzałyśmy, a już trzeba było wracać, bo koncert się skończył. Ale te 2 godziny szybko minęły!
Nagle… zrobiło mi się strasznie niedobrze. Jak to Amanda stwierdziła „zzieleniałam”.
- Nie przejmuj się, zaraz mi przejdzie. – Powiedziałam uspokajająco.
Ale cholera nic nie zanosiło się na to, żeby mi przeszło. Kazałam Amandzie wrócić do hotelu, udawałam, że już jest lepiej, że tylko się jeszcze przewietrzę. Po długim naleganiu, zgodziła się. Weszłam w uliczkę, obok parku. Stał tam wielki kosz na śmieci. Zwymiotowałam do niego. Nagle otworzyły się drzwi w budynku i zdałam sobie sprawę, że jestem na podwórzu jakiegoś klubu. Z drzwi wyszedł chłopak, który grał na koncercie na gitarze – Josh. Zemdliło mnie jeszcze bardziej, ale nie na jego widok tylko mój organizm zareagował tak na zapach papierosa, którego palił ów chłopak.  Znów zwymiotowałam.
- Do cholery co ty tutaj robisz?! Nie powinnaś być w domu?! Jak ktoś nie umie imprezować to nie powinien w ogóle tego robić!
- Daj mi spokój, ktoś mi czegoś dosypał do picia, nie piłam nic!
- A, sorry. Jestem Josh – powiedział
- Mam na imię, Laura. A ty chyba nie należysz do najmilszych istot w Londynie.
- Nie chciałem, serio. Może wejdziemy do środka, napijesz się czegoś ciepłego? Czekam właśnie za przyjacielem.
- Jasne, dzięki – nie potrafiłam odmówić, zgodziłam się. Z resztą herbata w takiej sytuacji dobrze mi zrobiła.
Po 15 minutach postanowiłam iść.
- Dzięki Josh za pogawędkę! Do zobaczenia, może kiedyś, na razie! ;)
- W sumie, wyjdę z tobą, bo pójdę na fajkę.
Otworzyłam drzwi i usłyszałam, że ktoś po drugiej stronie padł na ziemię. Chyba stracił przytomność, bo z całej siły rąbnęłam go drzwiami.
~ To pewnie przyjaciel Josha na którego czekał – pomyślałam.



3. Planowanie, podróż.



Weszłam do domu, a moja siostra cała uradowana do mnie podbiegła. Byłam bardzo zdziwiona. Nie wiedziałam co chce mi przekazać.
- Jedziemy wcześniej do Anglii! Wynajęłam miejsce w hotelu na tydzień! Jedziemy na wakacje siostrzyczko!
Byłam tak zaskoczona, że wmurowało mnie w ziemię.
Myśli mi się głębiły w głowie. Że co? Mama pozwoliła mi jechać tylko z siostrą? No nie wierzę.
- HURAAAAAAAAAAAAAA! – Wykrzyczałam po chwili. Rzuciłam się na Amandę z radości i zaczęłam wymieniać co będziemy robić.
- Imprezy, nowe znajomości, koncerty, nowe przygody, przeżycia. ROZUMIESZ TO?!
- Haha, jasne że tak! Zabawimy się i to ostro.
- No, no, no. Tylko za bardzo się nie rozpędzajcie moje młode damy – Powiedziała w śmiechu mama.
- Radzę ci się już pakować, bo za 2 dni mamy wylot kochana – Powiedziała siostra
- Jasne, jasne. Muszę zabrać najlepsze ciuchy.
Jej. A to dopiero niespodzianka. Zanim się tam przeprowadzę, będę mogła poznać kilka naprawdę fajnych miejsc.  Co ja gadam? KILKA? Tam wszystko jest fajne!
Od tamtego czasu, przez całe 2 pierwsze dni wakacji, zaczęło się prawdziwe pakowanie.  Bluzki, sukienki, spodnie, bluzy, majtki, skarpetki, staniki… Dosłownie wszystko walało mi się po pokoju. W dzień przed wylotem przyszła Gabi i pomogła mi to wszystko zapakować. Obiecała też, że pojedzie ze mną na lotnisko, więc została na noc.
- Wrzuć resztę i zamykamy walizkę! – Rano krzyknęła z dołu mama.
Ale byłam podekscytowana. Nawet nie chciało mi się jeść śniadania, tak bardzo chciałam być już na miejscu. Czułam, że wydarzy się coś pięknego.
Tata zabrał nas wszystkich na lotnisko.  Kiedy dotarliśmy na miejsce ja, Amanda, Gabi oraz rodzice stanęliśmy jak wmurowani przed ogromnym gmachem, za którym stały wielkie „potwory”.  Wraz z Amandą pożegnałyśmy się z resztą rodziny i Gabrysią, i wyruszyłyśmy na odprawę. Poszło dość gładko. Po godzinie już siedziałyśmy w samolocie. Kilkugodzinna podróż leciała niemiłosiernie długo. Pewnie przez tą pogodę. Niestety zaczął padać deszcz, a mi do tego wysiadła bateria w telefonie i nie miałam jak słuchać muzyki. Oczywiście MP3 zapakowałam do walizki, więc nie było mowy, żeby teraz z niej wszystko wyrzucać. Oparłam się o ramię Amandy i po chwili usnęłam.
*[…] Objęliśmy się… a on mnie pocałował. Poczułam się jak w raju. Narasta we mnie poczucie bezpieczeństwa. Jest cudownie…*
- Ej! Młoda obudź się. Ściskasz mnie jakbyś chciała mnie udusić. – Ze śmiechem na ustach powiedziała siostra.
- Ee co?he? – spytałam zaspana. A taaak. Sorry. Znów śnił mi się Radcliffe. Mam nadzieję, że go zobaczę i będę mogła poprosić o autograf, nie wiem, cokolwiek. 
Amanda też chyba nie rozumiała, dlaczego ja go tak lubię. Szczerze, to sama tego nie wiem. Lubię go za to, jak odegrał rolę Harrego Pottera, za to, że jest taki mega przystojny, i za to, że jest tylko rok starszy ode mnie. Zawsze jest jakaś szansa, że zostanie moim mężem, Haha.
Kolejna, a jednocześnie ostatnia godzina podróży minęła szybko. Samolot wylądował. Kiedy wtedy wysiadałyśmy na lotnisku w Londynie, poczułam, że naprawdę zaczynają się cudowne wakacje.

Mam nadzieję, że jest w miarę okej. Jak się podoba wiecie co robić, ja się nie podoba też wiecie. Miłego czytania! :)